Świderski: „Za łatwo tracimy bramki”
Po końcowym gwizdku Karol Świderski został zapytany o
przebieg spotkania, w którym Widzew miał swoje okazje, ale ostatecznie musiał
pogodzić się z porażką. Napastnik przyznał, że początek meczu dawał podstawy do
optymizmu, jednak zespół po raz kolejny nie potrafił wykorzystać swoich szans.
– Ciężka noc dla nas po raz kolejny, bo gdzieś ten początek spotkania znowu wyglądał, myślę, nieźle w naszym wykonaniu. Stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji i tutaj muszę się zgodzić z tym, co powiedział nam trener po meczu, że brakuje nas w tych kluczowych momentach – powiedział zawodnik.
Świderski podkreślił, że problem nie dotyczy wyłącznie
jednego spotkania. W jego ocenie Widzew zbyt często nie potrafi wykorzystać
wypracowanych okazji, a błędy popełniane w obronie dodatkowo utrudniają walkę o
punkty.
– Za często nas brakuje w tych kluczowych momentach, bo
stwarzamy sytuacje i nie potrafimy ich wykorzystać – zaznaczył.
Napastnik odniósł się także do sposobu, w jaki łodzianie
stracili pierwszą bramkę. Zwrócił uwagę na akcję, po której Ilja Szkurin zgrał
piłkę w polu karnym, a Bartosz Nowak skierował ją do siatki.
– GKS tak naprawdę po pierwszej wrzutce i zgraniu Szkurina
do pustej bramki wali Nowak. Za łatwo te bramki tracimy i to na pewno boli,
bo gra nie jest taka najgorsza – ocenił Świderski.
Po wyjściu na drugą połowę Widzew szybko stracił kolejne
gole. Przy wyniku 0:3 sytuacja stała się bardzo trudna, choć
czerwono-biało-czerwoni nie zrezygnowali z walki. Trafienia Steve'a Kapuadiego
i Karola Świderskiego sprawiły, że końcówka ponownie przyniosła emocje.
– Wiadomo, że później to już się posypało po 2:0.
Próbowaliśmy wrócić do meczu, szybkie dwie bramki i mieliśmy jeszcze dużo
czasu, żeby wyciągnąć chociaż punkt w tym spotkaniu. No ale niestety się nie
udało – przyznał piłkarz.
„Nie możemy być tacy nieobecni”
Świderski został również zapytany o słabszy fragment gry po
przerwie. Nie potrafił jednoznacznie wskazać przyczyny, zaznaczając, że zespół
musi dokładnie przeanalizować wydarzenia z boiska.
– Tego nie wiem. Ciężko powiedzieć. Na pewno trzeba to
przeanalizować – odpowiedział.
Zawodnik przyznał, że drużyna ciężko pracuje na treningach,
ale musi przełożyć wysiłek na konkretne zachowania podczas spotkań. Szczególnie
ważne jest utrzymanie koncentracji i właściwa reakcja w sytuacjach, w których
można zdobyć bramkę lub zapobiec jej utracie.
– Próbujemy się przełamać, ciężko pracujemy na treningach,
naprawdę dajemy z siebie wszystko i nie możemy być tacy nieobecni w tych
sytuacjach, w których musimy być, zachować tę zimną krew i strzelić jedną,
drugą bramkę i prowadzić w tym meczu. Bo naprawdę były do tego okazje –
podkreślił.
Świderski nie ukrywał, że kolejne niepowodzenie coraz
bardziej komplikuje położenie zespołu.
– Na pewno to boli, ale ciężko coś więcej powiedzieć, bo
kolejny raz tracimy punkty i sytuacja robi się nieciekawa – przyznał.
Świderski apeluje o wiarę w siebie
Jednym z tematów rozmowy była także psychika drużyny. Widzew
potrafił zdobyć dwie bramki w krótkim odstępie czasu i ponownie uwierzyć w
możliwość odrobienia strat. Zdaniem napastnika zespół musi jednak nauczyć się
szybciej zapominać o błędach i koncentrować się na kolejnych akcjach.
– Musimy mieć więcej wiary w siebie, więcej wiary w kolegów
z zespołu. Nie załamywać się po jednym błędzie, po jednej niewykorzystanej
sytuacji, tylko cały czas być pozytywnie nastawionym do kolejnej akcji –
powiedział.
Następnie wyjaśnił, dlaczego utrata bramki lub
niewykorzystana okazja nie mogą wpływać na dalszą postawę zawodników.
– W piłce nożnej liczy się tylko to, co będzie za chwilę.
Nie wolno rozpamiętywać tego, co było przed chwilą – podkreślił Świderski.
Zawodnik zauważył, że po błędzie piłkarzowi trudno czasami
wrócić do odpowiedniego poziomu koncentracji. Właśnie ten problem drużyna musi
jego zdaniem wyeliminować.
– U nas, myślę, że to jest czasami taki problem, że gdzieś
ktoś popełni błąd, stracimy bramkę i ciężko jest tej osobie wrócić do meczu –
ocenił.
Receptą ma być wspólna praca i próba odbudowania pozytywnej
energii przed kolejnym spotkaniem.
– Musimy się wziąć w garść, przeanalizować to i od
poniedziałku zacząć okres do następnego spotkania z czystą głową, spróbować
wykrzesać z siebie tę pozytywną energię i w końcu się przełamać – zapowiedział.
„Wiemy, że nie sprawiamy radości kibicom”
Podczas rozmowy pojawił się również temat coraz większego
rozczarowania kibiców. Widzew nie potrafi regularnie wygrywać, a kolejne
stracone punkty sprawiają, że cierpliwość sympatyków drużyny jest wystawiana na
próbę.
Świderski nie próbował uciekać od tego problemu. Przyznał,
że rozumie emocje fanów i zdaje sobie sprawę, że wyniki nie dają im powodów do
zadowolenia.
– Ciężko kibicom utożsamiać się z tą drużyną, gdy mamy jedno
zwycięstwo, więc nikomu nie jest łatwo, nam też. Wiemy, że nie sprawiamy
radości kibicom i musimy jak najszybciej tę sytuację odmienić – powiedział.
Piłkarz podkreślił, że odpowiedzialność za wyniki spoczywa
na zawodnikach. Nie zamierzał przy tym szukać usprawiedliwień w trudnej
sytuacji sportowej.
– My jesteśmy za to odpowiedzialni. Nie możemy teraz spuścić
głów i załamywać się, tylko od poniedziałku wrócić do treningu z czystą głową –
zaznaczył.
Jednocześnie przyznał, że przed zespołem trudne zadanie,
ponieważ niepowodzenia mają wpływ na wszystkich piłkarzy.
– Wiadomo, że to nie będzie łatwe, bo jak nie wygrywasz
kolejnych spotkań, to każdy to odczuwa. Ale jesteśmy piłkarzami i trzeba sobie
z taką sytuacją radzić i jak najszybciej postarać się z niej wyjść – zakończył
Świderski.
Stolarski: „Możemy mieć pretensje tylko do siebie”
Trener Mateusz Stolarski podczas konferencji prasowej
również nie ukrywał rozczarowania. Szkoleniowiec przyznał, że pod względem
liczby sytuacji, posiadania piłki i możliwości kontrolowania spotkania Widzew
miał argumenty, by osiągnąć lepszy wynik.
– Myślę, że zawiedliśmy wielu kibiców i samych siebie w
kluczowych momentach. Dzisiaj mecz pod kątem sytuacji, jeśli chodzi o
posiadanie i dyktowanie warunków, mogliśmy spokojnie ustawić, żeby był po
naszej stronie – rozpoczął trener.
Największym problemem okazała się skuteczność obu drużyn.
GKS potrafił wykorzystać swoje okazje, podczas gdy łodzianie nie byli równie
konkretni.
– Niestety, nie wykorzystujemy sytuacji w pierwszej i
drugiej połowie. To, co dzisiaj różniło Widzew od GKS-u, to bardzo duża
skuteczność GieKSy, która zamieniała swoje sytuacje na bramki – zauważył
Stolarski.
Szkoleniowiec szczególnie krytycznie ocenił zachowanie
zespołu w defensywie.
– My w tych sytuacjach jako zespół zachowywaliśmy się bardzo
źle w obronie i możemy mieć pretensje tylko do siebie – powiedział.
Trener zaznaczył, że nie można analizować porażki wyłącznie
przez pryzmat straconych bramek. Widzew miał bowiem także swoje szanse w
ofensywie i powinien zrobić z nich lepszy użytek.
– Byliśmy wystarczająco dużo pod bramką GKS-u Katowice, aby
po prostu objąć prowadzenie czy szybciej wyrównać stan spotkania. Nie możemy
być z siebie zadowoleni, jeśli chodzi o naszą skuteczność w dwóch polach
karnych – przyznał.
„Nie chcę wymieniać zawodników”
Dziennikarze pytali Stolarskiego o konkretne błędy
popełnione przez piłkarzy Widzewa przy golach dla GKS-u. Wskazywali między
innymi na brak odpowiedniej reakcji obrońców i pozostawianie rywali bez
właściwego krycia.
Trener zgodził się z krytyczną oceną tych sytuacji, ale nie
zamierzał publicznie wskazywać winnych.
– Tak, mam takie samo zdanie jak państwo. W kuriozalny
sposób straciliśmy pierwszą i trzecią bramkę. Nie wymienię zawodników, nie ma
okresu transferowego. Muszę budować dalej, pracować z tymi, co są – wyjaśnił.
Szkoleniowiec podkreślił, że problem należy rozpatrywać w
kategoriach odpowiedzialności całego zespołu.
– Jako drużyna zachowaliśmy się bardzo źle przy tych
bramkach – zaznaczył.
Stolarski odniósł się także do pytania o liderów, którzy
powinni wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za wyniki. Nie chciał jednak
rozpoczynać publicznej dyskusji o tym, kto powinien przewodzić zespołowi.
– Nie chciałbym prowadzić teraz narracji, kto liderem
powinien być, a kto nie jest. Myślę, że tkwimy w tym bagnie wspólnie i musimy
się z niego wydostać – powiedział.
Trener zwrócił uwagę, że zrywy ofensywne Widzewa często
przychodzą dopiero wtedy, gdy drużyna nie ma już wiele do stracenia.
– Nasze zrywy są spowodowane po prostu tym, że zostajemy w
sytuacji, w której nie mamy nic do stracenia. A ja chciałbym, żeby drużyna
zachowywała się tak również wtedy, kiedy wynik jest stykowy – podkreślił.
Trener widzi pozytywy, ale nie zamierza zakłamywać
rzeczywistości
W trakcie konferencji pojawiło się pytanie, czy kibice mogą
dostrzegać powody do optymizmu przed kolejnymi spotkaniami. Stolarski wskazywał
na fragmenty dobrej gry, ale jednocześnie przyznawał, że błędy i nieskuteczność
przekreślają korzyści płynące z tych momentów.
– Nasz problem jest taki, że zawodząc w tych kluczowych
momentach, nie potrafimy dać tej nadziei środowisku z zewnątrz – wyjaśnił.
Jako przykłady wymienił wcześniejsze spotkania, w których
Widzew nie potrafił utrzymać korzystnego rezultatu albo przegrywał po błędach.
– Nie domykamy meczu z Legią Warszawa, tracimy bramki w
kuriozalny sposób albo wypuszczamy w ostatnich piętnastu minutach prowadzenie z
Wieczystą. To jest taka kula śnieżna, która powoduje, że nawet jeśli jest wiele
dobrych fragmentów, to zostają one zamazane przez sytuacje, do których sami
dopuszczamy – powiedział trener.
Stolarski odniósł się również do presji związanej z
oczekiwaniami wobec klubu i skalą inwestycji poczynionych w jego rozwój.
– Nie zakłamujmy rzeczywistości. Dzisiaj, będąc częścią tego
klubu, zdajemy sobie sprawę, jaka jest na nas odpowiedzialność – zaznaczył.
Szkoleniowiec przyznał, że obecna sytuacja sportowa jest
rozczarowująca, zwłaszcza w kontekście ambicji Widzewa.
– Nikt nie przypuszczał, że w kolejnym sezonie Widzew znowu
będzie musiał włączyć się do walki o utrzymanie – stwierdził.
Jednocześnie nie zgodził się z oceną, że zespół nie ma
żadnych atutów.
– Nie jesteśmy tak słabi, jak wskazują nasze wyniki. Po
prostu zbyt rzadko wygrywamy mecze, a sami piłkarze i my nakładamy na siebie
dużą odpowiedzialność – wyjaśnił.
„Nie ma co zakłamywać rzeczywistości”
W końcowej części konferencji Stolarski wrócił do kwestii
postawy drużyny. Podkreślał, że Widzew potrafi dobrze rozgrywać piłkę, mijać
pressing przeciwnika i dochodzić do sytuacji w polu karnym. Nie przekłada się
to jednak na najważniejszy element, czyli końcowy rezultat.
– Pod kątem kultury gry, wyjścia spod pressingu, kierowania
gry na połowę rywala czy stałych fragmentów gry dzisiaj były dobre rzeczy –
przyznał.
Trener wskazał także na niewykorzystane sytuacje, które
mogły odmienić losy rywalizacji.
– W kluczowych momentach sami siebie zawodzimy. Dzisiaj
zabrakło skuteczności, a efekt końcowy nas w żadnym wypadku nie broni –
podkreślił.
Na pytanie o postępy drużyny Stolarski odpowiadał więc
ostrożnie. Nie chciał, aby pozytywne fragmenty gry stały się usprawiedliwieniem
kolejnego niepowodzenia.
– Nikt nie będzie oceniał tego, czy dobrze mijałeś pressing
albo czy miałeś dobre wejścia w pole karne, tylko efekt końcowy. On nas
dzisiaj w żadnym wypadku nie broni, dlatego nie ma co zakłamywać rzeczywistości
– zakończył szkoleniowiec.
Widzew musi przełożyć grę na punkty
Porażka 2:3 z GKS-em Katowice pozostawiła Widzew z kolejnym
rozczarowaniem. Wypowiedzi Świderskiego i Stolarskiego pokazują, że w drużynie
dostrzegany jest problem zarówno z zachowaniem w defensywie, jak i
skutecznością pod bramką rywali.
Najważniejsze pozostaje jednak przełożenie diagnoz na
boisko. Widzew potrzebuje większej koncentracji, odpowiedzialności w polu
karnym i skuteczności, ponieważ same dobre fragmenty gry nie wystarczą do
poprawy sytuacji w tabeli.
Kolejne spotkania pokażą, czy łodzianie zdołają wyciągnąć
wnioski z porażki i wreszcie przerwać serię ligowych niepowodzeń.
Komentarze
0Prosimy o kulturalne komentarze. Wpisy obraźliwe, wulgarne lub naruszające dobre obyczaje będą usuwane.
Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz dodać pierwszy.