WIDZEW ŁÓDŹ TO WIĘCEJ NIŻ KLUB, WIĘCEJ NIŻ HISTORIA. TO TRADYCJA, DUMA, CHARAKTER I WIERNOŚĆ, KTÓRE ŁĄCZĄ POKOLENIA. CZERWONO-BIAŁO-CZERWONI NA ZAWSZE! 14.10.2026
Aktualności

Od marzeń o Europie do trudnej ligowej rzeczywistości

Robert Dobrzycki zapowiadał budowę silnego Widzewa, który będzie regularnie walczył o europejskie puchary, a w dalszej perspektywie o mistrzostwo Polski. Kilka miesięcy po głośnym wywiadzie udzielonym Tomaszowi Ćwiąkale rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Łodzianie zajmują trzynaste miejsce w Ekstraklasie, od siedmiu ligowych spotkań pozostają bez zwycięstwa, a niedawno przegrali z Piastem Gliwice prowadzonym przez byłego szkoleniowca Widzewa, Daniela Myśliwca.

Od marzeń o Europie do trudnej ligowej rzeczywistości

Pod koniec stycznia 2026 roku Robert Dobrzycki był gościem Tomasza Ćwiąkały. W obszernej rozmowie właściciel Widzewa Łódź opowiadał o swoich ambicjach, filozofii zarządzania klubem, polityce transferowej oraz planach na przyszłość. Dziś, po kolejnych miesiącach funkcjonowania klubu pod jego kierownictwem, warto wrócić do tamtych deklaracji i zestawić je z obecną sytuacją czerwono-biało-czerwonych.

Dobrzycki od początku podkreślał, że ogromne wydatki nie są dla niego celem samym w sobie. Najważniejsza miała być poprawa jakości drużyny.

– Nie jest planem wywrócenia stolika, planem jest rozwój Widzewa – mówił właściciel łódzkiego klubu.

Wyjaśniał również, że przez lata Widzew pozostawał w tyle za konkurencją, zarówno pod względem wartości zespołu, jak i struktur organizacyjnych. Dlatego zdecydował się przyspieszyć proces zmian i przeznaczyć znaczne środki na inwestycje, które miały pozwolić nadrobić zaległości w stosunkowo krótkim czasie.

W rozmowie padły także konkretne deklaracje dotyczące przyszłości sportowej klubu. Dobrzycki chciał, aby już w kolejnym sezonie Widzew walczył o europejskie puchary. Długoterminowym celem miało być mistrzostwo Polski, a do 2030 roku łódzki klub powinien dysponować rozbudowanym stadionem, nowoczesnym ośrodkiem treningowym oraz skautingiem o niemal globalnym zasięgu.

Tymczasem poprzedni sezon zakończył się dopiero czternastym miejscem i walką o utrzymanie do ostatniej kolejki. Obecne rozgrywki również nie przynoszą oczekiwanej poprawy. Po dziesięciu spotkaniach Widzew zgromadził dziewięć punktów, odniósł zaledwie jedno ligowe zwycięstwo i znajduje się zdecydowanie bliżej strefy spadkowej niż miejsc premiowanych grą w europejskich pucharach.

Największym problemem Widzewa nie jest dziś brak pieniędzy czy możliwości sprowadzania uznanych zawodników, lecz przełożenie ogromnych inwestycji na odpowiednią organizację gry, stabilność zespołu i ligowe punkty.

Szczególnie interesująco w tym kontekście wygląda historia Daniela Myśliwca. Szkoleniowiec prowadził Widzew od września 2023 do lutego 2025 roku, a więc jeszcze przed przejęciem większościowego pakietu akcji przez Roberta Dobrzyckiego.

Myśliwiec pracował w zupełnie innych realiach finansowych. Nie dysponował tak szerokimi możliwościami transferowymi, a jego drużyna musiała mierzyć się również z problemami dotyczącymi infrastruktury treningowej. Zespół korzystał z różnych boisk, co utrudniało systematyczne doskonalenie wypracowanego modelu gry.

Mimo tych ograniczeń szkoleniowiec starał się nadać Widzewowi wyraźną tożsamość. Stawiał na aktywną grę, wysoki pressing, odbiór piłki na połowie przeciwnika oraz świadome budowanie akcji. W sezonie 2023/2024 łodzianie zakończyli rozgrywki na dziewiątym miejscu, a pod jego kierownictwem dotarli również do ćwierćfinału Pucharu Polski.

Oczywiście końcowy okres pracy Myśliwca nie był udany. Wiosną 2025 roku Widzew zdobył zaledwie jeden punkt w czterech spotkaniach, co ostatecznie doprowadziło do rozstania ze szkoleniowcem. Nie zmienia to jednak faktu, że przy znacznie skromniejszych zasobach potrafił on stworzyć drużynę prezentującą rozpoznawalny styl gry.

Co ciekawe, już w styczniu 2024 roku Myśliwiec odnosił się do trudnych warunków przygotowań, zaznaczając, że nie powinny one stanowić usprawiedliwienia dla słabszych wyników.

– Nie szukamy tłumaczeń w jakości murawy, nie szukamy okoliczności łagodzących – szukamy rozwiązań – mówił wówczas szkoleniowiec.

Słowa te nabierają dodatkowego znaczenia w zestawieniu z wypowiedziami Dobrzyckiego dotyczącymi Željko Sopicia. Właściciel Widzewa przyznał Ćwiąkale, że jedną z przyczyn rozczarowania chorwackim trenerem było jego podejście do problemów infrastrukturalnych. Zdaniem Dobrzyckiego szkoleniowiec zbyt często wskazywał na trudne warunki jako przyczynę niepowodzeń, zamiast koncentrować się na poszukiwaniu rozwiązań i doceniać działania podejmowane przez klub.

Warto przy tym zaznaczyć, że w tamtym wywiadzie Dobrzycki oceniał Sopicia, a nie Myśliwca.

Historia zatoczyła koło 11 października 2026 roku. Prowadzony przez Daniela Myśliwca Piast Gliwice pokonał Widzew 2:1. Gliwiczanie zajmują obecnie siódme miejsce w tabeli z szesnastoma punktami, podczas gdy łodzianie zgromadzili ich dziewięć.

Wymowny jest również fakt, że obecny szkoleniowiec Widzewa, Mateusz Stolarski, współpracował w przeszłości z Myśliwcem w sztabie szkoleniowym Stali Rzeszów. Tym razem były mentor okazał się lepszy od swojego dawnego współpracownika.

Nie oznacza to automatycznie, że rozstanie z Myśliwcem było błędem. Pokazuje jednak, że same nakłady finansowe nie zastąpią konsekwentnej pracy szkoleniowej, odpowiedniego doboru zawodników oraz czasu niezbędnego do zbudowania zgranego zespołu.

Kolejną kwestią wartą przypomnienia są zmiany organizacyjne. W styczniowym wywiadzie Dobrzycki z dużym uznaniem wypowiadał się o Dariuszu Adamczuku i Piotrze Burlikowskim, podkreślając ich doświadczenie oraz kompetencje. Wyjaśniał, że jako właściciel chce przede wszystkim zatrudniać odpowiednich ludzi, obdarzać ich zaufaniem i pozostawiać im swobodę w podejmowaniu decyzji.

– Moja odpowiedzialność jest, żeby wybrać jak najlepszy dział sportowy, który wybierze jak najlepszego trenera, jak najlepszych zawodników – tłumaczył.

Zapewniał również, że nie zamierza osobiście uczestniczyć w rozmowach dotyczących przyszłości trenerów, ponieważ odpowiedzialność za takie decyzje powinna spoczywać na pionie sportowym.

Kilka miesięcy później struktura klubu wygląda już zupełnie inaczej. Dobrzycki sam objął obowiązki prezesa po odejściu Michała Rydza, a kierowanie pionem sportowym powierzono Łukaszowi Masłowskiemu. Zmieniły się także osoby odpowiedzialne za politykę transferową i budowę drużyny.

Stabilizacji nie udało się osiągnąć również na ławce trenerskiej. Po kolejnych zmianach stanowisko powierzono Mateuszowi Stolarskiemu, który zastąpił Aleksandara Vukovicia. Nowy szkoleniowiec rozpoczął pracę od dwóch remisów, po których przyszła porażka z Piastem Gliwice.

Dobrzycki mówił Ćwiąkale także o podejściu do zawodników i wymaganiach wobec osób reprezentujących klub.

– Jeżeli ktoś się boi bycia lepszym, to to nie jest odpowiedni piłkarz dla nas – stwierdził.

Wyjaśniał, że zawodnicy powinni traktować rosnącą konkurencję jako motywację do rozwoju, a nie zagrożenie. Zwracał przy tym uwagę na charakter Sebastiana Bergiera i Juljana Shehu, których oceniał szczególnie pozytywnie. W przypadku Mariusza Fornalczyka przekonywał natomiast, że piłkarz potrzebuje więcej czasu, aby w pełni zaprezentować swoje możliwości.

Właściciel Widzewa nie ukrywał również, że znacznie bardziej niż ryzyka finansowego obawia się sportowej porażki.

– Dla mnie przerażająca jest porażka – przyznał, tłumacząc, dlaczego woli czasem zainwestować zbyt wiele, niż zrobić zbyt mało.

Ta filozofia nie przyniosła dotychczas oczekiwanych rezultatów. Widzew nadal ma problemy z kontrolowaniem przebiegu spotkań, popełnia powtarzające się błędy i nie potrafi regularnie punktować. Po porażce w Gliwicach sam Stolarski przyznał, że drużyna zbyt często powiela błędy taktyczne, a frustracja kibiców jest uzasadniona.

Istotny pozostaje również finansowy aspekt całego przedsięwzięcia. W styczniu Dobrzycki przedstawiał wizję klubu, który w przyszłości stanie się samowystarczalny i będzie rozwijał się bez konieczności stałego wsparcia właściciela.

Tymczasem we wrześniu Łukasz Masłowski otwarcie przyznał, że Widzew nie byłby obecnie w stanie funkcjonować bez finansowania ze strony Dobrzyckiego. Pokazuje to, jak długa droga dzieli jeszcze klub od zapowiadanego modelu działania.

Nie wszystkie deklaracje pozostają jednak wyłącznie na papierze. Postępuje budowa Widzew Training Center w Bukowcu, a klub pracuje nad koncepcją rozbudowy stadionu. Są to inwestycje, których efekty będzie można ocenić dopiero w dłuższej perspektywie.

Dobrzycki podkreślał również, że jego zaangażowanie nie jest krótkotrwałym przedsięwzięciem.

– Widzew jest moją misją. Jest moim klubem od dzieciństwa – mówił, zapewniając, że zamierza pozostać związany z czerwono-biało-czerwonymi przez wiele lat.

To ważna deklaracja, szczególnie w trudnym dla drużyny momencie. Właściciel klubu nie ukrywa ogromnych ambicji, a jego zaangażowanie finansowe stworzyło możliwości, o których Widzew jeszcze niedawno mógł jedynie marzyć.

Dziś największym wyzwaniem Roberta Dobrzyckiego nie jest jednak udowodnienie, że potrafi sprowadzać drogich piłkarzy, lecz zbudowanie organizacji, która przełoży te możliwości na trwały sukces sportowy.

Historia Daniela Myśliwca przypomina, że w futbolu liczą się nie tylko pieniądze, ale również pomysł, konsekwencja i cierpliwość. Z kolei obecna sytuacja Widzewa pokazuje, że nawet najbardziej ambitnego projektu nie da się zbudować wyłącznie poprzez kolejne transfery i zmiany personalne.

Najbliższa okazja do przełamania niekorzystnej serii nadarzy się już w piątek, 16 października, kiedy Widzew podejmie Wisłę Kraków. Dla łodzian będzie to kolejny sprawdzian i szansa na pokazanie, że ambitne deklaracje właściciela mogą wreszcie znaleźć odzwierciedlenie w wynikach drużyny.


Źródło: wywiad Tomasza Ćwiąkały z Robertem Dobrzyckim ze stycznia 2026 roku oraz analiza wydarzeń dotyczących Widzewa Łódź do 14 października 2026 roku.

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ Facebook X

Komentarze

0

Prosimy o kulturalne komentarze. Wpisy obraźliwe, wulgarne lub naruszające dobre obyczaje będą usuwane.

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz dodać pierwszy.