Z Widzewem związany od najmłodszych lat
Zdzisław Kostrzewiński urodził się 26 listopada 1945 roku. Z
czerwono-biało-czerwonymi barwami związał się już jako czternastolatek,
rozpoczynając swoją przygodę z futbolem w strukturach Widzewa. To właśnie tutaj
stawiał pierwsze piłkarskie kroki i rozwijał umiejętności, które w kolejnych
latach pozwoliły mu stać się ważną postacią łódzkiego zespołu.
Jego droga do seniorskiej piłki nie była jednak pozbawiona
zakrętów. W młodym wieku trafił do Łódzkiego Klubu Sportowego, a później
występował również w Zawiszy Bydgoszcz. Do Widzewa powrócił na początku lat
70., kiedy drużyna zaczynała realizować ambitne plany i stopniowo piąć się w
hierarchii polskiego futbolu.
Kostrzewiński występował przede wszystkim w pomocy, choć
zapamiętano go także jako zawodnika niezwykle walecznego, potrafiącego
angażować się w pojedynki i brać odpowiedzialność za zespół. Był jednym z
bardziej doświadczonych piłkarzy drużyny, która pod wodzą Leszka Jezierskiego
zaczęła pisać historię, z której do dziś dumni są kibice RTS-u.
Historyczny awans do Ekstraklasy i narodziny Wielkiego Widzewa
Przełomowym momentem dla klubu był sezon 1974/1975. Widzew
wywalczył wówczas pierwszy w swojej historii awans do najwyższej klasy
rozgrywkowej, rozpoczynając okres, który na trwałe zmienił pozycję łódzkiej
drużyny na piłkarskiej mapie Polski.
Kostrzewiński należał do pokolenia zawodników, którzy
zbudowali fundamenty pod późniejsze sukcesy Widzewa. Nie była to drużyna
oparta wyłącznie na indywidualnych umiejętnościach. Jej siłą były charakter,
konsekwencja, wzajemne zaufanie i gotowość do walki do ostatniego gwizdka.
Po awansie zespół nie zamierzał ograniczać się do walki o
utrzymanie. Widzew szybko udowodnił, że potrafi rywalizować z najlepszymi w
kraju. Już w sezonie 1976/1977 zdobył pierwsze w historii klubu wicemistrzostwo
Polski. Ten sukces otworzył przed Łodzianami drzwi do europejskich pucharów.
Był to początek drogi, która w kolejnych latach przyniosła
Widzewowi mistrzostwa Polski, niezapomniane mecze z europejskimi potęgami i
miejsce wśród najbardziej rozpoznawalnych polskich klubów. Kostrzewiński
należał do piłkarzy, którzy uczestniczyli w budowaniu tej wyjątkowej
tożsamości.
Kapitan w historycznym starciu z Manchesterem City
Jednym z najważniejszych rozdziałów w karierze
Kostrzewińskiego były pierwsze występy Widzewa w europejskich pucharach.
Jesienią 1977 roku łódzki zespół rozpoczął rywalizację w Pucharze UEFA, a jego
przeciwnikiem w pierwszej rundzie był słynny Manchester City.
Angielski klub dysponował dużym doświadczeniem i był uważany
za faworyta dwumeczu. Widzew nie zamierzał jednak rezygnować z walki. Pierwsze
spotkanie, rozegrane na stadionie Maine Road w Manchesterze, zakończyło się
remisem 2:2. Kapitanem czerwono-biało-czerwonych w tym historycznym meczu
był właśnie Zdzisław Kostrzewiński.
Rezultat osiągnięty na angielskiej ziemi pokazał, że drużyna
z Łodzi może skutecznie rywalizować z uznanymi europejskimi markami. W rewanżu
Widzew zremisował 0:0 i dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe awansował do
kolejnej rundy.
Dwumecz z Manchesterem City przeszedł do historii jako jedno
z pierwszych wielkich europejskich osiągnięć RTS-u. Dla Kostrzewińskiego był to
szczególny moment – nie tylko uczestniczył w przełomowym wydarzeniu, ale
również prowadził zespół jako kapitan.
Grał mimo poważnej kontuzji
Z tym dwumeczem wiąże się także historia, która dobrze
oddaje charakter byłego zawodnika Widzewa.
Podczas rewanżowego spotkania z Anglikami Kostrzewiński
doznał poważnego rozcięcia nogi po starciu z rywalem. Uraz był na tyle poważny,
że – jak wspominał później piłkarz – rana była bardzo głęboka. Mimo bólu nie
chciał łatwo rezygnować z dalszej gry.
Ta historia stała się jednym z symboli twardości i
determinacji piłkarzy tamtego Widzewa. Nie chodziło wyłącznie o odporność na
ból, lecz także o podejście do reprezentowania klubowych barw. Dla zawodników
tej drużyny walka o wynik i odpowiedzialność za kolegów miały ogromne
znaczenie.
Kostrzewiński był jednym z przedstawicieli pokolenia,
które budowało legendę Widzewa nie tylko wynikami, lecz również charakterem.
Wielki Widzew pamięta o swoich bohaterach
W historii każdego wielkiego klubu są zawodnicy, których
nazwiska na stałe wpisują się w jego tożsamość. Nie wszyscy trafiają na
pierwsze strony gazet, nie każdy zostaje symbolem strzelonych bramek czy
zdobytych trofeów. Są jednak piłkarze, bez których trudno wyobrazić sobie drogę
prowadzącą do największych sukcesów.
Zdzisław Kostrzewiński należał właśnie do tego grona. Był
częścią zespołu, który wyprowadził Widzew z niższych lig na krajowe salony, a
następnie pokazał, że łódzki klub może z powodzeniem rywalizować również poza
granicami Polski.
Po zakończeniu sezonu 1977/1978 opuścił Widzew i wyjechał do
Stanów Zjednoczonych. Tam związał się z polonijnym zespołem Wisła Chicago. Po
latach spędzonych za oceanem wrócił do Polski, ale nie wznowił już kariery w
żadnym z krajowych klubów.
Pozostał jednak częścią widzewskiej historii. Jego
wspomnienia, doświadczenia i opowieści o drużynie z lat 70. przypominały o
czasach, w których fundamenty pod przyszłą potęgę klubu budowano ciężką pracą,
ambicją i wyjątkową więzią między zawodnikami.
Zbigniew Boniek żegna byłego kolegę z drużyny
Wiadomość o śmierci Kostrzewińskiego poruszyła środowisko
związane z Widzewem. Byłego kolegę z zespołu pożegnał również Zbigniew Boniek,
jedna z największych postaci w historii łódzkiego klubu.
Były reprezentant Polski i prezes Polskiego Związku Piłki
Nożnej opublikował na portalu X osobisty wpis, w którym przypomniał o wspólnej
historii i znaczeniu zmarłego dla drużyny.
„Zmarł Zdzisław Kostrzewiński. Jeden z naszej bandy. Brał
udział w budowaniu Wielkiego Widzewa. Znakomity kolega, twardy obrońca. R.I.P.
Zdzisiu” – napisał Boniek.
Te słowa pokazują, że Kostrzewiński był pamiętany nie tylko
jako piłkarz, lecz także jako kolega z szatni. W drużynie, która zapisała się
złotymi zgłoskami w historii polskiego futbolu, relacje między zawodnikami
miały ogromne znaczenie. Wspólna walka, codzienna praca i przeżywane razem
emocje tworzyły więzi, które pozostawały ważne również wiele lat po zakończeniu
kariery.
Widzew pożegnał swoją legendę
O śmierci byłego zawodnika poinformował również sam klub. W
komunikacie opublikowanym 31 października Widzew podkreślił jego rolę w
drużynie, która w 1975 roku awansowała do Ekstraklasy, a następnie zdobyła
pierwsze wicemistrzostwo Polski i wywalczyła historyczny awans do europejskich
pucharów.
Było to szczególnie smutne pożegnanie dla widzewskiej
społeczności. Informacja dotarła do klubu przed sobotnim spotkaniem z GKS-em
Katowice. W dniu meczowym, który dla kibiców zwykle wiąże się z nadzieją i
sportowymi emocjami, pojawiła się wiadomość przypominająca, że odchodzą również
ludzie, którzy przed laty tworzyli fundamenty dzisiejszego Widzewa.
Kostrzewiński nie doczekał kolejnej wizyty na stadionie przy
alei Piłsudskiego. Według relacji medialnych w ostatnim czasie liczył na to, że
po poprawie stanu zdrowia ponownie będzie mógł pojawić się w „Sercu Łodzi” i
zobaczyć ukochany klub z trybun.
Niestety, nie będzie mu już dane przeżyć tego momentu.
Na zawsze w historii czerwono-biało-czerwonych
Zdzisław Kostrzewiński odszedł w wieku 80 lat. Pozostawił po
sobie pamięć o zawodniku, który był częścią jednej z najważniejszych drużyn w
dziejach Widzewa Łódź.
Historyczny awans do Ekstraklasy, pierwsze wicemistrzostwo
Polski, europejski debiut i dwumecz z Manchesterem City – to wydarzenia, które
na zawsze pozostaną częścią historii klubu. Kostrzewiński był uczestnikiem tej
drogi, a jako kapitan prowadził zespół podczas jednego z najważniejszych
spotkań tamtej epoki.
Odszedł człowiek, który współtworzył Wielki Widzew. Jego nazwisko pozostanie w pamięci kibiców jako część pokolenia, które położyło podwaliny pod największe sukcesy czerwono-biało-czerwonych.
Rodzinie, bliskim i wszystkim, którzy mieli zaszczyt znać Zdzisława Kostrzewińskiego, składamy wyrazy współczucia.
Spoczywaj w pokoju, Panie Zdzisławie.
Komentarze
0Prosimy o kulturalne komentarze. Wpisy obraźliwe, wulgarne lub naruszające dobre obyczaje będą usuwane.
Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz dodać pierwszy.